|
Dominik Bochenek (SL Zawisza Bydgoszcz) rzutem na taśmę wywalczył prawo startu w mistrzostwach świata w Daegu. Z czasem lepszym o 8 setnych sekundy od minimum PZLA został mistrzem kraju w biegu na 110 metrów przez płotki.
24-letni podopieczni trenera Wiesława Czapiewskiego zaskoczył wszystkich. A to dlatego, że pogoda nie sprzyjała uzyskiwaniu dobrych rezultatów – było mokro i deszczowo. Na szczęście ucichł wiatr. Bochenek pobiegł świetnie. Nie popełnił błędów, biegł w dobrym rytmie, osiągając czas 13,44 s. To aż o 0,12 s szybciej od rekordu życiowego sprzed roku (także z Bydgoszczy, z mityngu Enea Cup) i - co ważniejsze – o 0,08 s lepiej od wskaźnika związkowego na MŚ! - Biegnąc, nie czułem presji. Starałem się wykorzystać wszystkie rady trenera. Bardzo fajnie, że padało, ponieważ ja lubię biegać w deszczu. Przed zawodami „nie miałem ciśnienia” na minimum. Nie uzyskałem wcześniej minimum na Uniwersjadę, na którą bardzo chciałem jechać, a tu nagle taka miła niespodzianka: lecę do Korei! Bieg nie był perfekcyjny, bo dwa płotki nie zostały pokonane idealnie, więc stać mnie na jeszcze lepszy rezultat – przyznał Bochenek. - Miałem pomóc na budowie przy wylewaniu fundamentów , ale w aktualnej sytuacji będzie musiała to zrobić chyba moja dziewczyna – dodał z uśmiechem.
Zgodnie z przewidywaniami, obok Bochenka na drugim stopniu podium stanął drugi z płotkarzy Zawiszy – Mariusz Kubaszewski (14,10 s.). - To był dziwny sezon, miałem też nie najlepszy dzień i dlatego też zabrakło, by osiągnąć minimum na zbliżające się mistrzostwa świata. Mimo wszystko odczuwam satysfakcję z zajętego miejsca; zwłaszcza, że dziś nie biegło mi się na tym torze najlepiej - przyznał Kubaszewski.
Szkoda, że na starcie zabrakło najlepszego sprintera-płotkarza kraju ostatnich lat – piątego w igrzyskach w Pekinie, Artura Nogi.

|