|
Na szyi Łukasza Michalskiego zawisł złoty, a na szyi jego klubowego kolegi z Zawiszy Pawła Wojciechowskiego - brązowy medal w konkursie skoku o tyczce. Identycznie jak Michalski, skakał Mateusz Didenkow (SKLA Sopot), który także sięgnąl po złoto i doatkowo wywalczył prawo startu w MŚ.
Zawiszanie przed konkursem mieli w kieszeni przepustki do Korei. Na ich bieżni uczynił to także Didenkow. Ta trójka zdominowała konkurs. Doszli razem do wysokości 5,72 m. Tu odpadł tem, który w tym sezonie skakał najwyżej (5,81) - Wojciechowski. Strącił trzy razy poprzeczkę. Michalski i Didenkow skakali zaś każdą wysokość dokładnie tak samo. Obaj w ostatniej próbie przeszli nad 5,72 m. Zwłaszcza Didenkow szalał z radości: skakał i biegał po bieżni, bo wypełnił normę PZLA i będzie towarzyszył zawiszanom w mistrzostwach świata. - Jest to mój pierwszy konkurs w Bydgoszczy który mi wyszedł, wiec teraz będę mógł miło wspominać występ w Bydgoszczy. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tutaj była tak dobra pogoda do skakania. Wiedziałem, że stać mnie na to minimum i cieszę się, że wynik ten udało się uzyskać właśnie dziś. Teraz nastawiam się na dwa najważniejsze starty, czyli Uniwersjadę i MŚ. Za dwa dni wylatuje do Hong Kongu i muszę się przyznać, że byłem spakowany również na MŚ. Cieszy mnie bardzo to, że do Korei jedzie trzech Polaków, co świadczy o tym, że polska tyczka jest coraz mocniejsza – powiedział Didenkow.
Michalski – na co dzień student medycyny na Collegium Medicum UMK - natomiast wyrównał swe najlepsze osiągnięcie sezonu. Nigdy wcześniej w historii konkursu tyczkarzy w MP na najwyższym stopniu podium nie stanęło dwóch zawodników. Michalski, wchodząc na najwyższy stopień podium, powtórzył tym samym zeszłoroczny wynik z Bielsko-Białej. - Konkurs był ciężki. Zmieniająca się często pogoda, opady deszczu i przedłużający się konkurs - to wszystko było bardzo męczące. Zmęczyłem się nie tyle fizycznie, ile psychicznie - wyznał Łukasz Michalski.
Nieco zawiedziony, czego nie krył w wypowiedzi, był Wojciechowski - To nie tak miało do końca wyglądać dzisiaj. To trzecie miejsce i taki wynik, to nie był zamierzony cel. Przy odrobinie szczęścia mogłem skoczyć wyżej. Z drugiej jednak strony jestem po ciężkim treningu i w kontekście celu, jakim są zbliżające się mistrzostwa świata, można na mój występ patrzeć chociażby pod kątem techniki. Z tego, co wiem, to będzie chyba pierwszy raz w historii, kiedy trzech polskich tyczkarzy wystąpi jednocześnie podczas mistrzostw świata. Na pewno będzie nam raźniej, będziemy się nawzajem wspierać, motywować i liczę, że w Korei dostarczymy kibicom wielu pozytywnych emocji. - powiedział brązowy medalista MP. |